Jak trafiłam na dobrą aptekę

Ten, kto czytał moje poprzednie wpisy na tym blogu, dobrze wie, że jestem zwolenniczką medycyny naturalnej i wszystkiego, co jej bliskie. Wierzę, że skoro jesteśmy istotami stworzonymi przez matkę naturę, powinniśmy z niej korzystać zawsze, jak tylko to możliwe.

Kiedy więc mój diabełek, lub ja z mężem, zaczynamy chorować, pierwsze, co robię, to gotuję ciepłe mleko z czosnkiem i miodem, przygotowuję syrop w postaci cebuli i cukru lub napar herbaciany z miodem, cytryną i imbirem. Tak robiła moja babcia, mama, tak robię i ja. Najprawdopodobniej przekażę tę wiedzę również mojemu synkowi. Tych domowych sposobów na radzenie sobie z przeziębieniem mam dużo więcej, a to wszystko spisane w swoim specjalnym zeszycie.

Niemniej jednak nie zawsze jestem w stanie poradzić sobie z objawami nadciągającej choroby lub już jej następstwami. Nie lecę wtedy do byle jakiej apteki, wciąż staram się zachować zdrowy rozsądek i korzystać ze sprawdzonych sposobów. I tutaj zaczyna się moja historia z Hygieia.

Moja historia z Hygieia

To było trochę ponad rok temu. Mój synek miał wtedy dwa latka. Jesteśmy aktywną rodziną, która lubi wspólnie spędzać czas. Liczne spacery, a nawet bieg z wózkiem lub na rolkach, to jest to, co lubimy robić regularnie. Jak wiadomo, pogoda nie zawsze dopisuje, ale my się tak łatwo nie poddajemy. Zawsze staramy się być odpowiednio przygotowani pod względem ubioru. Niestety, uchybienia zdarzają się każdemu, i tym razem czegoś zabrakło. Nagle z dnia na dzień mój synek zaczął mieć katar, potem kaszel i reszta objawów przychodziła jak grad z nieba, jeden po drugim. Wszystko rozwijało się tak szybko, że nie zdołałam odpowiednio zaatakować swoimi naturalnymi sposobami w czas. Byłam załamana. Poszliśmy więc z maluchem do lekarza, który przepisał mu odpowiednie leki. Na ogół nie ufam aptekom. Nie lubię korzystać z leków, jakie oferują, nawet w swoim przypadku, a więc możecie więc sobie wyobrazić jaką miałam rozterkę przy podawaniu ich mojemu najukochańszemu dziecku.

Na ratunek dziecięcej beztrosce

Na szczęście w porę zjawiła się koleżanka z poradą. Gabrysia ma spore doświadczenie z dziećmi, ma ich już szczęśliwą i zdrową trójkę. Wyznaje również podobne zasady w ich wychowywaniu i radzeniu sobie w wyjątkowych sytuacjach, jak np. choroba. Otóż poleciła mi sprawdzoną przez wiele matek aptekę internetową Hygieia w Krakowie. Nie ukrywam, że na początku ciężko było mi zaufać zakupom przez internet. Gabrysia wielokrotnie zapewniała o bezpieczeństwu zamówień, łatwości w ich złożeniu, dostawie, miłej obsłudze w razie niejasności, tanich lekach, ale przede wszystkim wysokiej jakości produktów.

Słyszałam, że niekiedy zwyczajne apteki wciskają ludziom leki zastępcze, które kompletnie nie działają, mając na celu wywołanie efektu placebo, tylko ze względu na zysk. Osobiście uważam, że jest to po prostu nieludzkie… W tym przypadku miało być inaczej. I faktycznie, nie zawiodłam się. Wszystkie leki, których potrzebowałam były dostępne od ręki, przyszły do mojego domu bardzo szybko, bo w ciągu jednego dnia, były tanie i uwaga…. przyniosły dokładnie zamierzone efekty 😉 Mój diabełek powoli stawał na nogi i po zaledwie dwóch dniach znowu fikał jak szalony.

Z pewnością wszystkie matki znają ten stan zmęczenia przez niegasnącą energię swojego malucha, ale kiedy jej brak- martwimy się i tęsknimy za tym beztroskim brykaniem, a przede wszystkim bezcennym uśmiechem na małej buźce.